Historia prawdziwa o zatopionych armatach szwedzkich (Liw)

Ciekawostki, Legendy

Na początku XVIII w., gdy wojska szwedzkie zaczęły zalewać ziemie polskie, najeźdźcy dotarli do Liwa. Wiódł ich tam Karol XII. Komendantem zamku był Hans Szpyt. Wszystkim członkom sprzysiężenia Karol poprzysiągł okrutną pomstę i teraz spełniały się jego zamiary.

Regimenty szwedzkie wkroczyły do Liwa, z żądaniem poddania zamku oraz wydania Hansa Szpyta. Zamek miał być broniony jak długo się da, choć w posiadaniu obrońców było tylko jedno działo. Niestety przewaga najeźdźców w krótkim czasie doprowadziła do zdobycia zamku. Jakie było zdziwienie, gdy szwedzki oddział zwiadowczy, który dostał się na zamek, nie odnalazł żywej duszy. Zabitych też nie znaleziono, wszyscy zniknęli jak duchy. Król rozkazał dokończyć burzenia zamku. Kiedy Karol przeprawiał się przez rzekę, zza pagórka wypełzła żółtawa chmura, a gwałtowny podmuch podniósł tuman kurzu. Spłoszone konie zrzucały jeźdźców. Na oczach Karola i jego świty most powoli przechylił się i runął pogrążając w bagnie dwanaście najcięższych dział, które pociągnęły za sobą w bezdenną topiel konie i kanonierów. Król wściekle zapowiedział, iż tu jeszcze wróci. Następnie zwrócił się do oficerów każąc nadal iść na Węgrów. Historia milczy, ale wśród okolicznej ludności istnieje jednak opowieść, że obrońcy wymknęli się za mury tajnym wyjściem i zniknęli w gęstwinie nadrzecznych moczarów. Przez bagna przeprowadził ich Tadeusz, miejscowy rybak, który mokradła znał jak własny dom. Podobno jest w lesie warnickim kotlina, w której leżą pogrążeni w głębokim śnie obrońcy zamku. Obudzi ich kiedyś mały pastuszek grając na fujarce. Staną wtedy do walki i pomszczą zburzenie zamku, lecz nikt nie wie, kiedy to nastąpi.
 
 
 
powered by inmidia